RSS
piątek, 20 listopada 2009
Co nasza uczelnia wymysla..
Mialam nic nie pisac, bo raczej nic medycznego sie u mnie w tym momencie nie dzieje... Grypa AH1N1 szaleje a my sie z niej na razie smiejemy, powstalo mnostwo zartow na ten temat, zwlaszcza tego jak to media dramatyzuja i przeinaczaja fakty, zeby wzbudzic w narodzie poploch, skutek taki ze wszyscy sie tej grypy boja i nie wiedza co poczac..

No ale chcialam jednak o czyms konkretnym napisac. Mianowicie o nowych pomyslach naszych uczelnianych wladz.

Wyobrazcie sobie, ze chca nam zrobic jeden dzien wykladowy, czyli do 7 wykladow po 1,5 godziny kazdy w jeden dzien.. Ktos to ogarnia? Bo mnie brak slow.. Juz jeden wyklad wysiedziec czasem trudno, a wiekszosc studentow i tak na nie nie chodzi.. bo raz ze nudne, dwa ze to najczesciej kopia ksiazek, a to nam nie jest potrzebne, co nam potrzebne to przypadki kliniczne ktorych brak i mozna na palcach jednej reki policzyc ile bylo takich fajnych wykladow..

Dwa, ze oprocz zajec 8 do 12.15 (ktore chca przedluzyc do 13) chca nam zrobic zajecia popoludniowe... Wniosek? Zawalony dzien, kolejne stanie pod sciana na oddzialach, asystenci wkurzeni, my wkurzeni, sfrustrowani, i w sumie wiekszosc z tych godzin to i tak beda prelekcje na ktorych beda czytac prezentacje zrobione na podstawie.. uwaga... ksiazek ==''

I przepraszam, kiedy czas na nauke? Kazdy zacznie zajecia o 8 do 20 z przerwa na obiad i zmeczony staniem pod sciana nie bedzie miec sily na nic..

Co wiecej, nie wykluczone ze zabiora nam soboty...

Hej, ja tego wszystkiego nie rozumiem, niedawno byli prostudenccy a teraz zachowuja sie jakby chcieli zabrac nam resztki dobrego planu zajec..

Nie bede sie odzywac bo wiekszosc kolegow juz powiedzialo co ja mysle wiec powtarzac sie nie bede..
Mam nadzieje ze pomysl padnie, zwlaszcza, ze nie widze tej zmiany w ciagu naszego terazniejszego roku akademickiego.

Najpierw z powodu oszednosci na uczelni zlikwidowali grupy 10 osobowe i zrobili 12 osobowe.. to teraz chca jeszcze bardziej oszczedzic... a gdzie w tym miejsce na zdanie studenta?
20:55, panna_lena
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2009
Ponarzekam sobie XD
Jutro mam kolo zaliczeniowe z ortopedii.. im wiecej czytam tym mniej wiem.. tym wiekszy metlik.. mysle sobie: przerobie test takiego jednego doktora.. przerobilam.. i zastanawiam sie: hej, skad on to bierze! Zwlaszcza ze mamy nauczyc sie prelekcji i tych tematow co byly poruszane na zajeciach.. czyli ze bez jalowych martwic, bez chorob przeciazeniowych, bez nowotworow.. ludzie, ja tego nie ruszam, ani mi sie sni. Wszyscy siedzieli w naszym miescie tylko nie ja, ja zdecydowalam sie wrocic do domu bo siostra z zagranicy przyjezdza. Pomyslalam sobie, ze gdybym nie pojechala i i tak nie zdala, to plulabym sobie w twarz. Wiec nie zaluje ze wrocilam do domu. Mimo wszystko jakos udalo sie czegos pouczyc, cos poczytac. Jak nigdy. Ale wiem ze inni maja nade mna przewage dluzszego czasu i moge polec.. a nie chce. Ale juz nic nie poradze, a nawet gdybym mogla i tak bym nic nie wymyslila.. zaraz zostal mi tylko jeden temat do "przypomnienia" i chyba sobie juz oleje nauke na dzisiaj. mam juz dosc tej ortopedii.. cokolwiek czytam to mam wrazenie ze mozna wiecej doczytac, a wlasnie im wiecej czytam tym mniej zapamietuje. stop. podobno najlepiej to uczyc sie podstaw (gdzies tak slyszalam) i po najmniejszej linii oporu. podstawy w miare umiem,wiec moze nie bedzie tak zle.. z ta linia oporu to raczej bym sie nie zgodzila.. ale niektorzy na tym dobrze wychodza przy odrobinie farta :) Ktorego tak bardzo jutro potrzebuje, zarowno przy losowaniu asystenta, jak i trafionych pytan..
20:36, panna_lena
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 listopada 2009
historia z usg i jądrem :)

Dzisiaj poszlismy na USG (znowu) ale tym razem przychodzily noworodki i niemowlaki..

Natomiast na prelekcji omawialismy zapalenia kosci i stawow, w miedzyczasie wspominalismy ze na RTG stawu biodrowego widac "jądra kostnienia". Na co pan doktor powiedzial, zeby przy rodzicach nie mowic o jadrach kostnienia.. zwlaszcza jesli przychodza z corkami.. bo bylo by smiesznie... (tylko punkt kostnienia, bo bezpieczniej).

Tak wiec weszlismy na USG.. jeden maluszek, drugi maluszek.. same dziewczynki... no a doktor nam tlumaczy co widac na ekranie, jak przylozyc glowice itd.. no i opowiadajac o tym nagle sie pyta: czy wszystko widzicie?

na co ja: taak, widac to jądro kostnienia (wypalilam dosc szybko nie zastanawiajac sie jakiej plci dziecko lezy na stoliku)..

mina rodzica, bo przyszedl z dziewczynka: O_O  jądro? jakie jądro..

wszyscy w smiech.. na to ja, przepraszam, punkt kostnienia :D

ps. ja tez dzisiaj przykladalam glowice :D i nawet udalo mi sie ocenic staw. hurraa...

a doktor to mi przypomina takiego jednego z kabaretu.. faaaajny jest :)

14:32, panna_lena
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 listopada 2009
Zaliczenie klinik część druga.

Dzis odbylo sie zaliczenie historii choroby. Sprawdzilismy sie w badaniu ortopedycznym, a nawet dostalismy pochwale, ze bardzo dobrze to wszystko wyszlo (szkoda ze skoro bardzo dobrze wyszlo to dostalismy 4 ;) ale nic tam). Pani doktor troche przy okazji nas popytala odnosnie choroby naszych pacjentek i chyba nieswiadoma byla jak malo bylo napisane w obowiazkowej ksiazce o tej jednostce chorobowej (co staralam sie jej uswiadomic).. ciagnela nas za jezyk niesamowicie.. cos tam wymyslalismy jak nie wiedzielismy i w sumie nie wyszlo tak zle.

Troche tez sie nam upieklo, bo nie zbadalismy pewnych objawow, a nie wiedzielismy na czym konkretnie polega zabieg endoprotezoplastyki stawu kolanowego jeszcze gdy mielismy czas na zbadanie pacjentki. Dopiero w domu siadlam do internetu (bo oczywiscie w ksiazce tego nie ma, coz ze wymagaja, chwala internetowi!) i poszukalam.. znalazlam pod haslem uwaga.. alloplastyki stawu kolanowego :] nic ze sie naszukalam, przeciez sie nie domysle ze to moga byc synonimy..

Odetchnelam z ulga jak przeczytalam ze usuwaja tam łąkotki i wiezadla krzyzowe przednie i czasem krzyzowe tylne.. poniewaz wlasnie objawow uszkodzenia czy zerwania tychze struktur nie zbadalismy. Ja osobiscie nie chcialam traumatyzowac pacjentki, sory, ale ja owszem zaczelam to wszystko rozumiec, ale nadal odwagi nie mam by wykrecac ludziom konczyny ze stawow.. (ach, troche mi sie wyolbrzymilo.. ale jak dla mnie to tak to wlasnie wyglada).

Czeka nas teraz zawieszenie na oddziale meskim, gdzie podobno nikt sie nami nie zajmie i bedziemy stac pod scianami.. Sie jutro okaze :)

ps. jak przystalo na studenta medycyny na kazdych klinikach czytajac o danych chorobach znajduje objawy u siebie.. dzis mysle, ze moge miec zespol ciesni nadgasrtka :P albo przynajmniej poczatek.. strasznie mnie sciska w tym nadgarstku.. za duzo cholera tego kompa.. musze sobie kupic specjalna podporke pod nadgarstek i myszke. albo cokolwiek.

20:13, panna_lena
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 listopada 2009
Dzis bez tytulu..

Nadal mam nieodparte wrazenie, ze cala ta ortopedia to dla mnie pomylka. Jedni maja tak, ze na sam widok krwi mdleja... u mnie podobnie dzieje sie jak widze otwarte zlamanie, albo jak panowie doktorzy badaja brutalnie pacjentow...

Ja wiem.. wiem ze to tak tylko wyglada i pacjentow zazwyczaj takie badania nie bola, no chyba ze cos dzieje sie w stawie, czy kosci, czy ogolniej - konczynach..

Po raz drugi jestem pewna (pierwszy raz jak poszlam na sekcje zwlok - nie bede patologiem) - do ortopedi nikt, absolutnie nikt, mnie nie przekona. I nie to ze nie rozumiem tej dziedziny (powiedzmy ze tak w 75% rozumiem)...

Zaczelismy kolejna czesc cwiczen - mianowicie 3 zajecia na zaliczenie historii choroby. Dwa dni mielismy na zebranie wywiadu, badanie internistyczne, a takze ortopedyczne.. szczerze powiem - niezle sie napocilam zeby to wszystko ogarnac. Pomierzyc wszystkie katy, czy dlugosci. Sprawdzic symetrie konkretnych punktow na ciele czlowieka.. Przy okazji wykrylam (jesli tak moge powiedziec) skolioze u naszej pacjentki. Bo powiedziala ze nikt jej pod tym katem nigdy nie badal. A ona miala raz ze garba zebra po prawej stronie tak ze 3cm.. dwa ze wszystkie punkty na plecach byly niesymetryczne, z prawej strony wyzej..

Na poczatku myslalam ze ta nasza pacjentka okaze sie trudniejsza niz kolegow.. bo jakby nie usmiechala sie z zadowolenia, natomiast pozniej okazalo sie, ze bardzo ladnie wspolpracowala z nami, a najwazniejsze jest to, ze nie stracila cierpliwosci..

Po obserwacji doktorow ortopedow stwierdzam, ze wiekszosc z nich nie posiada kultury osobistej. Nie potrafia sie zachowac, nie ukrywam, ze wzgledem nas. Jeden potracil mojego kolege i nawet nie przeprosil, czesto nie odpowiadaja na "dzien dobry". A dzisiaj przy nas, tzn majac nas za plecami jeden powiedzial do drugiego: "slyszalem ze masz slabych studentow", a ten drugi: "no.. nawet kolo zaliczali 3 dni..."

Zenada. Dobrze wiedzieli ze stoimy za nimi. Poza tym wszyscy zdalismy za pierwszym razem, tylko jedna osoba taka sytuacje miala, a ten pan doktor ewidentnie uwielbia szydzic z innych - mialam z nim 3 zajecia i za kazdym razem rzucal mnostwo zartow, ktore wydawaly sie smieszne, jak dla mnie - zenujace.. Kolezanka zrobila wywiad i sie dowiedziala ze tego doktora nikt nie lubil na roku.. a on dopiero od roku pracuje jako lekarz...

I jeszcze jedna obserwacja - mlodzi lekarze zaczynaja zachowywac sie gorzej od starszych.. to oni przestaja nas szanowac. Az dziwne.. az dziwne..

19:50, panna_lena
Link Komentarze (1) »
środa, 04 listopada 2009
Orthos - prosty, pais - dziecko..

Od poniedzialku zaczely sie zajecia w klinice ortopedii..

3 dni na zaliczenie anatomii kosci i miesni,

3 dni na badanie chorego i historie choroby,

3 dni na cokolwiek..

1 dzien na zaliczenie. Ot taki uklad planu..

Tak wiec udalo sie jakos za pierwszym razem zaliczyc te anatomie. Troche sie skompromitowalam, a przynajmniej nie jestem z siebie dumna. Ortopedia raczej mnie nie kreci, anatomie jako tako zdazylam sobie przypomniec (w piatek mialam to zaliczenie z parazytow, ktore mi sie udalo, a potem jazda do domu i przyjazd rodziny, wiec nauka w miedzyczasie tak nie za bardzo wydajna jest) ale pytania ni w gruche ni w pitruche dostalam.. ze niby dosc dobrze bylo. ja bym sobie nie zaliczyla. niezle naciagana ocena byla. ale coz bede sie rozwodzic, kwestia kto trafil na jakie pytania. siedzialam na szarym koncu wiec zostaly dla mnie same smaczki ze tak sie wyraze..  nic to..

Zaczelam czytac te wszystkie objawy, testy, wszystko sie mota, myli.. zwlaszcza, ze jak ktos cos robi z koscmi to robi mi sie niedobrze.

Na przyklad - test Pivot-shift - polegajacy na sprawdzeniu czy wiezadlo krzyzowe przednie rzepki nie jest przypadkiem zerwane, zgina sie noge w kolanie i biodrze, chwyta sie jedna reka golen (jakby owija sie dookola goleni) druga reka na boczna powierzchnie kolana i dociska sie od strony bocznej by sprawdzic czy piszczel nie wyskakuje ze swojej powierzchni stawowej.. i dzis byl chlopak z takim zerwaniem wiezadla krzyzowego przedniego. brrr.. okropienstwo, za kazdym razem wzdrygam sie, bo utozsamiam sie z tym badanym i boli mnie jak na takie cos patrze.

A na badaniu pacjentow bede sie bac ze im krzywde zrobie... mnie sie wydaje ze to wszystko jest takie delikatne jakby mialo sie zaraz rozpasc w dloniach.

Po prostu - nie nadaje sie na ortopede. Moze jakos te zajecia przezyje. Sama dziedzina dosyc ciekawa, pewnie te wiadomosci przydadza sie do uzytku wlasnego czy rodzinnego, ale do niczego innego. Szkoda ze z tego egzamin jest.

19:11, panna_lena
Link Komentarze (3) »
sobota, 31 października 2009
Powrot do domku.

Wczorajszy dzien byl pelen emocji. Z rana stres przez poprawka, pozniej stres na poprawce, pozniej stres przed jazda autobusem ktorym jezdzic nie cierpie (full ludzi pchajacych sie i bijacych o miejsce, a ja w tym tlumie machajaca bilecikiem zeby mnie przepuscili...), pozniej chwilowy spokoj.. mowie sobie: 2 h odpoczywam i musze znow sie zaczac uczyc bo w poniedzialek kolejne kolo, tym razem wejsciowe z ortopedii, trzeba sobie wszystkie podstawy przypomniec, ale wiadomo nam ze nie wiadomo o jakie to podstawy chodzi. Nikt nie uscislij czego beda od nas wymagac.

No i ide do lodowki, patrze, full jedzenia. Jak tak jest to zazwyczaj ktos przyjezdza, pytam wiec: a to ktos przyjezdza?

- Kuzyn z zona i dzieckiem..

- Ahaaa... fajnie (fajnie, ale nie bede miala sie kiedy pouczyc, moze uda mi sie na pol godzinki odskoczyc i cos poczytac ze zrozumieniem, na marginesie, troszke sie udalo, ale niewiele)

Dzisiaj jada ale nie wiadomo kiedy, popoludnie sobota w domu zawsze jest to samo: odwiedzam babcie, a potem umawiam sie z chlopakiem. Bo nie mam kiedy indziej! No i teraz widze znow brak czasu na nauke, chyba ze w nocy, a w nocy to ja spie.. Marnie widze to kolo, chyba ze bede miec szczescie..

Jutro na groby, albo dzis. Nie wiem, wiem ze jutro dopiero kolo 20 bede mogla sie pouczyc. Usprawiedliwiam sie ze chce, ale nie mam kiedy. Tak to sie juz zlozylo. Ale wole siedziec tu w domu po 3 tygodniach w tej ponurej Lodzi i nie zdac za pierwszym razem, niz ryc znowu, tylko ze nie wrocic do kochanego domku.

Parazyty? Trudne dali, nie spodziewalam sie tego po nich, owszem odgadlam 3 przypadki, tzn ich przyczyne, natomiast trzymam kciuki by inne pytania do tych przypadkow mi zaliczyli. Naprawde zrobili niezla niespodzianke. W poniedzialek wyniki...

08:47, panna_lena
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 października 2009
co mysle o..

No i bloku operacyjnego nie bylo. Chcialoby sie rzec : a nie mowilam? Tylko nie rozumiem tego ich sposobu porozumiewania sie z nami. Byli owszem bardzo sympatyczni, chcieli nam przekazac cala kwintesencje neurochirurgii w ciagu 4 zajec, na ktorych mowili nam naprawde garstke wiadomosci, po czym na nastepnych juz pytali z poprzedniego tematu, po czym sie okazywalo, ze tego nam nie mowili, a my sami wychodzilismy na idiotow ktorzy nie sluchali.

Potem wychodzilo ze to my niby naskarzylismy na poprzedniego asystenta, ze nic nam nie powiedzial..

A to przychodzenie na 8:30 punktualnie? smiechu warte. 2 razy czekalismy ponad pol godziny, przychodzili usmiechnieci asystenci i bardzo przepraszali, oczywiscie im wybaczalismy, ale pytalismy sie czy nie lepiej nam przychodzic na 9? tak wiec na 3 zajecia przyszlismy na 9.. to dostalismy maly opierdziel ze zajecia sa na 8:30! ze i tak powinnismy na 8:15 przychodzic, wiec i tak spimy 15 min dluzej.. po czym my sie tlumaczymy, ze spytalismy sie asystenta czy mozemy przyjsc na 9 skoro oni przychodza tak mniej wiecej..

I znowu wyszlo ze naskarzylismy..

Nastepnego dnia przyszlismy juz na 8:30, a doktor sie spoznil.. jaki z tego wniosek? taki ze nie maja wobec nas szacunku.

Potem przychodza, mowia nam ze jesli nam o czyms nie powiedza to sami musimy doczytywac. Zwlaszcza ze nie wiemy o czym nam nie powiedzieli.. i nie wiemy na co zwracac uwage.. sama neurochirurgia ciekawa, choc nie dla mnie (jak z reszta kazda chirurgia)..

sami asystenci fajni, mili, sympatyczni, ale specyficzni.. nie wiem jak to ujac. oni sa najlepsi i oni nigdy bledu nie popelniaja. o.

Ale teraz siadam do parazytow znow, chcialabym to jutro zdac i zapomniec :(

09:36, panna_lena
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 października 2009
choroba i neurochirurgia.

W piatek zaczela sie neurochirurgia a w srode sie konczy. Szybko.. ale szczerze - kto jest tym zainteresowany? I tak niewielu zostanie neurochirurgami. Podobno najciezsza fucha chirurga.. podobno operacje po kilkanascie godzin z patrzeniem sie w mikroskop.. wszystko to podobno, bo nas jeszcze nie zabrali na oddzial. Cos mi sie wydaje ze nas nie zabiora. I nie wiem czy bede skakac z radosci czy nie. W sumie mnie to nie obchodzi.

Why? Zem chora juz troche i mam ostatnio wszystko gdzies. A dzisiejsza prelekcja byla kurde zajebista. Szkoda tylko ze moj stan nie pozwolil mi uwazac, nie wiem czy cos spamietalam.. ciagle myslalam o tym ze zaraz mam sie wysmarkac i ze swoim kaszlem przeszkadzam wszystkim w uwazaniu. Jutro siadam na samym koncu. Wale to. bede mogla przynajmniej w spokoju sie wysmarkac. dobrze ze te zajecia nie sa wymagajace.. w sam raz na moja chorobe. powinnam lezec, ale coz. Przynajmniej chodze w czapce..

poza tym znow nas nieszanuja.. prelekcja niby o 8:30 ma byc a dzis znowu spoznili sie pol godziny, a pytalismy sie: na ktora przyjsc zebysmy nie czekali.. na 8:30.. no a dzis sie znow pytamy, i przypominamy ze dzis znow czekalismy, to sie zlitowal nad nami i powiedzial ze na 9.. a jak znam zycie jutro przyjdzie nowy asystent i bedzie wkurw.. ze czekal na nas. i ze nikt mu nie powiedzial. tak to juz jest.

na ten moment ogladam sobie atlas Nettera i przypominam ogolnie jakie sa kosci, jakie maja wynioslosci, choc nie wiem czy za godzine potrafilabym to powiedziec (tak aktywny jest moj umysl).. przynajmniej cos robie.

Jutro siade znow do parazytow, porobie jakas gielde.. wszystko robie w bardzo wolnym tempie.

Czuje sie wypalona.

16:57, panna_lena
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 października 2009
nefrologicznie i dermatologicznie..

Dzis odbyl sie ostatni dzien na nefrologii z zaliczeniem historii choroby i testem. Jedno zaliczylam a o drugim sie dowiem jutro.. Powtorzyla sie gielda :) Co oznacza ze nie wolno wierzyc pani adiunkt ze "test jest juz ulozony i gielda sie nie powtorzy wiec lepiej sobie darujcie" :) eh... everybody lies..

Mam nadzieje ze dostane 5 :D aaaale..

Wczoraj odbyla sie wycieczka do stacji dializ. Doznalam szoku. Wszystko tam jest wypasione! Zupelnie jak nie standardy polskie! Wszystko takie schludne, czysciutkie, eleganckie, wygodne, male plazmy na suficie.. wszystko to po to aby poprawic komfort pacjentom ktorzy 3 razy w tygodniu po 5 godzin sie dializuja..  Chociaz tyle...

Szczerze mnie wymeczyly te dwa dni.. strasznie duzo czasu zajelo mi pisanie tej historii choroby i nauka na test rowniez.. Choc stresu nie mialam (tak jak na parazytach) to i tak staralam sie poswiecic jak najwiecej czasu na ta nauke..

A dzisiaj to juz wyzuta ze wszystkich sil sie czuje..

Zaliczenie jedno, prelekcja, zaliczenie drugie.. jazda na wyklad.. a nudny wyklad jeszcze bardziej wypruwa z energii.. a potem do domu, szybki obiad i na kolko.. i godzine temu wrocilam i mam wrazenie ze mnie cos zaraz rozlozy.. herbatka z cytrynka i zaraz do cieplego lozeczka..

Dzisiaj zaliczylam kolko dermatologiczne. I to jest to co tygryski lubia najbardziej. Co z ta derma? Bo po prostu biore ja pod uwage w przyszlosci.. jest to cos, co mnie nie odstrasza, czego mozna sie pouczyc, co jest przydatne, ciekawe.. to nie tylko skora.. to tez choroby ukladowe, typu toczen czy twardzina.. To tez choroby weneryczne, kila, rzezaczka, HIV..

I nie zgodze sie z kims kto mi powie ze derma ma malo z medycyny (bo z takimi zdaniami sie juz spotykalam)... Nie powiem zebym na 100% wiedziala ze zostane dermatologiem, ale jest to pierwsza dziedzina, ktorej nie odrzucam, a to juz COS!

Jutro zaczyna sie neurochirurgia.. podobno te zajecia nie maja nic wspolnego z praktyka.. takze beda chyba same prelekcje na auli bez chodzenia po oddziale, bez operacji.. Coz, szczerze to sie operacjami nie interesuje, ja to moge ogladac na filmie, bo na pewno chirurgiem nie bede.

:) o. a jak polaczyc nefrologie z dermatologia? a no na przyklad jednostka taka jak nefropatia toczniowa..

20:18, panna_lena
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
statystyka